Zdesperowane gospodynie, wściekli mężczyźni i mistyka kobiecości

17 października, 2021 | Blog, Społeczeństwo

Mistyka kobiecości?
Zdecydowanie nie moja bajka.
Mistyka starannego i uważnego życia?
Be my guest!

Kilkanaście lat temu, gdy jeszcze oglądałam seriale, moją uwagę przykuły dwa – „Gotowe na wszystko” oraz „Mad Men”. To w tym drugim jest scena, w której piękna, perfekcyjnie wystylizowana blondynka prowadzi samochód i niespodziewanie musi zjechać na pobocze, ponieważ drętwieją jej dłonie. Nie udaje się znaleźć powodu tej przypadłości i mąż tej bohaterki – jeden z głównych bohaterów serialu – zapisuje Ją na psychoanalizę. Tam, owa samotna, zamknięta w klatce życia na przedmieściach żona i matka dwójki dzieci ma odkryć genezę utraty czucia w dłoniach, dla której konwencjonalni lekarze nie potrafią znaleźć przyczyny. Mowa jest o reakcji psychosomatycznej, lecz nie sposób dociec, jakie mogłyby być jej przyczyny…

 

 

Lala z wypiekami

 

Kobieta-lala – uśmiechnięta, w ciasnej garsonce i fryzurze niczym hełm, wożąca dzieci do szkoły i ze szkoły, wstawiająca pieczeń do piekarnika i szorująca blaty i blachy, piecząca babeczki, sącząca drinka już wczesnym popołudniem, serwująca drinka mężowi po jego powrocie od kochanki, zdejmująca mu buty i czytająca dzieciom do snu – tym samym dzieciom, które ich ojciec widuje wyłącznie śpiące. Samotny robot usługujący innym, nieznający swoich potrzeb, nieświadomy faktu, że może je mieć. Oto obraz żony i matki na przedmieściach, jaki uosabia ta postać. Małżeństwo jawi się tu jako najbardziej wysublimowana forma zniewolenia. Więzienie, owszem, ale w niezwykle perfidnej postaci, bo w przebraniu najwyższego szczęścia, jakie rzekomo jest dostępne dla kobiety. Dopóki jest bezpiecznie odległe, majaczy jako oaza i rajska wyspa idylli. Gdy się jej przyjrzymy, widzimy, że jest bezludna. Tutaj małżeństwa nie tworzą ludzie. Tworzą je manekiny odgrywające role i bezmyślnie kalkujące zachowania z książek i filmów romantycznych, a nade wszystko – z reklam. Czerwone róże, kolacje przy świecach, romantyczny weekend w Paryżu, pończochy na podwiązkach mamią obietnicą wiecznej szczęśliwości, a kończą się niewolniczą pracą zarządczyni domu, guwernantki i pracownicy seksualnej.

Serial Mad Men znakomicie tłumaczy na język serialowy to, co Betty Friedan kilkanaście lat po II wojnie światowej odkryła w swoich badaniach nad losami koleżanek ze studiów. Efektem Jej wywiadów i przemyśleń jest książka o tytule „The feminine mystique”, czyli „Mistyka kobiecości”. Dowiadujemy się z niej o głębokim poczuciu braku sensu życia u wielu absolwentek szkół wyższych w USA, które po studiach zaczęły pełnić stereotypowe role żon i matek – najczęściej z dala od swoich predyspozycji czy ambicji zawodowych. W tamtych czasach owoce pracy Friedan były tak szokujące, że gazety odmawiały ich publikacji. Autorka wydała je w książkowej postaci zbioru felietonów.

Wykopaliskiem z tamtych lat pozostają kuriozalne przykłady reklam produktów spożywczych czy sprzętów gospodarstwa domowego, które dzisiaj możemy oglądać na platformie YouTube. Przemoc słowna i emocjonalna męża wobec żony w odpowiedzi na niesmaczną kawę czy słabo przyprawiony posiłek? Jest! Ataki euforycznej histerii kobiety na widok nowego modelu sprzętu AGD? Też się znajdą. Stosowanie zabiegów „upiększających” zagrażających zdrowiu, a nawet życiu? A czy widzieliście reklamę radium jako kosmetyku? Odkurzacz jako prezent męża dla żony z okazji urodzin? Ach, to przecież znamy z naszych własnych rodzin…

 

Druga fala feminizmu… nie dla traktorzystek

Na Zachodzie książka Friedan zapoczątkowała tzw. drugą falę feminizmu ukazując jarzmo stereotypowych ról przypisanych do płci kulturowej nazywanej „kobietą”.  Z kolei „Mad Men” pokazuje, jak ogromną rolę w kreowaniu i utrwalaniu tych stereotypów pełnią media i – w największym stopniu – reklama. Książka i serial opisują rzeczywistość społeczną Stanów Zjednoczonych Ameryki w katach 60. ubiegłego wieku. Ja z kolei zastanawiam się, ile z tych wykopalisk my w Polsce nadal bezrefleksyjnie używamy jako rzekomych kulturowych zdobyczy? Kraje bloku wschodniego nie brały udziału w drugiej fali feminizmu. U nas sytuacja była odmienna, ponieważ władze socjalistyczne kładły nacisk na pozorne równouprawnienie w sferze zawodowej, gdzie kobiety wskakiwały na traktory i wcześnie oddawały dzieci pod opiekę żłobków. Rozbuchana „mistyka kobiecości” na miarę USA nie była u nas możliwa także ze względu na gospodarkę planową i ciągłe niedobory w zaopatrzeniu. Bajkowy świat reklam jest domeną kapitalizmu, a do nas dotarł dopiero w latach 90. No ale dotarł i pozamiatał.

Co prawda, dziś coraz szersza jest świadomość szkodliwości sztywnych, stereotypowych ról płciowych, a feminizm dociera pod strzechy. Niemniej jednak media społecznościowe – w tym bardzo mocno Instagram – szerzą fałszywą „mistykę kobiecości”, której punkt ciężkości został przeniesiony na kult ciała i konsumpcję w branżach mody i produktów/zabiegów kosmetycznych. Nadal pozostają one podporządkowane rzekomej konieczności podobania się mężczyznom i bycia pociągającą w sensie seksualnym. Kult młodości jest jednym z objawów tej nowej „mistyki”. Warto porównać wizerunki młodych kobiet z czasów Friedan z dzisiejszymi kanonami atrakcyjności. Zdaje się, że sześćdziesiąt lat temu młode kobiety, za pomocą wałków do włosów, perłowych naszyjników czy garsonek z ciężkich materiałów, stylizowały się na starsze i poważniejsze niż były metrykalnie. Dziś z kolei w mediach panuje presja na bycie wieczną dziewczyną – obowiązkowo z wypiętymi pośladkami, sztucznymi rzęsami i kusymi strojami. Tym samym – często za pieniądze reklamodawców i firm zarządzanych przez mężczyzn – umacniane są genderowe stereotypy.

A ja?
Ja odkrywam, że zakupy w warzywniaku, pranie i gotowanie zdrowych posiłków to czynności, które po prostu składają się na konieczną codzienność każdej osoby, niezależnie od płci biologicznej czy kulturowej. To ode mnie zależy, jak podejdę do tego faktu i w jaki sposób będę te czynności wykonywała. Mogę wybrać, że będzie to kolejna dziedzina życia, w której będę realizowała swoją potrzebę piękna i estetyki.
I tak właśnie wybieram. Jest to mój wybór, który daje mi szczerą radość, ale na pewno nie jest to powinność a tym bardziej – domena przypisana wyłącznie osobom socjalizowanym do roli kobiety.

Olga

Olga Żmijewska – kulturoznawczyni, fundatorka i prezeska Fundacji Sztuka Wolności i pomysłodawczyni jej marki Peace & Pussy. Pod marką Crystal Palace Productions prowadzi galerię online, gdzie sprzedaje limitowane edycje swoich zdjęć krajobrazu kulturowego Warmii i Mazur. O łączeniu tych dziedzin życia pisze na blogu Zdrowywiesniak.pl.

Notabene, powyższe tematy poruszam w rozmowach z Agnieszką Kacprzyk w cyklu „Wolno(ść)”na kanale YouTube „Sztuka Wolności”. Tytuły tych rozmów to „Małżeństwo – spacer nad przepaścią? Moja uwaga, mój największy skarb.

Zajrzyj do nas i posłuchaj!

 

Portal peaceandpussy.pl jest jednym z projektów Fundacji Sztuka Wolności, która działa dzięki darowiznom i sprzedaży produktów z logo Peace & Pussy. Jeśli podobają Ci się nasze treści to zapraszamy Cię do wspierania fundacji. Możesz to zrobić na kilka sposobów:
– wykonując przelew albo ustawiając przelew cykliczny na rzecz Fundacji Sztuka Wolności (nr rachunku bankowego: 66 1090 2718 0000 0001 4341 4103);
– wspierając konto fundacji „Sztuka Wolności” na Patronite;
– dokonując zakupów w naszym sklepie z przepięknymi, wyjątkowymi przedmiotami marki Peace & Pussy, które powstają m.in. w Ostródzie z rąk kobiet.
Dziękujemy!

Na zdjęciach przedstawiamy notes Peace & Pussy oraz wełniano-kaszmirową kosmetyczkę, która świetnia sprawdza się także jako piórnik, a nawet – torebka wieczorowa.

Nowości w sklepie

Lniane woreczki na podpaski, wkładki, tampony i prezerwatywy

39,00 zł