Creatrix – ta, która tworzy

29 marca, 2022 | Literatura, Blog, Yin i Yang w praktyce

 

„Ja nastawię stoper i was obudzę – powiedziała pani prowadząca w kwiecistym fartuszku, a dzieci zapadły w sen. Jedno, drugie, trzeci, padały dzieci jak muszki owocowe w gorący, lepki, lipcowy dzień, kiedy masz przed sobą całe wakacje, a bociany szybują nad świeżo skoszoną łąką. W trawie tu i ówdzie błyszczały się jeszcze poranne perełki rosy, kiedy żuczek przemierzał drogę. Pachniało ciepłym ciastem ze śliwkami – takim kruchym, co się rozpada w dłoni. Sandkuchen na to mówią w Niemczech. W bardziej wytwornych domach to jest marmur. Marmorkuchen. Na urodziny pieczemy go sobie nawzajem. W Niemczech nie ma imienin, bo to jest święto katolickie, a w protestanckich Niemczech nie ma przecież świętych, dlatego tam świętuje się urodziny i każdy bierze sobie za punkt honoru, aby upiec ciasto marmurkowe na urodziny i przynieść do szkoły. Pewnego dnia jednak mama kupiła w Aldiku maszynę do pieczenia chleba i postanowiłam zakończyć tamtą tradycję i rozpocząć coś nowego. Moim znakiem rozpoznawczym stały się kuriozalnie kwadratowe, urodzinowe bochenki chleba ze świeczką. Przynosiłam je do szkoły, choć Dżesice to nawet zawiozłam rano przed szkołą.”

 

Od control freaka do improwizatorki

Trudno mi w to uwierzyć, ale powyższy tekst wypłynął ze mnie zupełnie niespodziewanie i bezszwowo podczas pierwszego spotkania kursu pisania autobiograficznego u pewnej uznanej pisarki i literaturoznawczyni. Śmiałam się w głos pisząc pierwsze słowa, które jednocześnie były ostatnimi słowami prowadzącej przed odesłaniem nas do ćwiczeń w samotności. Dla byłego control freaka ćwiczenia z improwizacji – czy to w tańcu, czy to w pisaniu – zawsze były czymś nieodgadnionym i nieogarniętym. Jak wykoncypować improwizację? To już z założenia jest niemożliwe. Improwizacja bowiem karmi się przepływem i wymyka się zasadom rozumu. Dotąd, odrabiając ćwiczenia z pisania automatycznego, opisywałam po prostu to, co w danym momencie czułam bądź myślałam. Tym razem – po raz pierwszy – oddałam się flow. Wypłynęła historia, która na ten moment musiała być gdzieś najbliżej pod powierzchnią świadomości. Nie miałam pojęcia, że tam się znajduje.

Pisanie automatyczne/asocjacyjne to podążanie za skojarzeniami, które się pojawiają. Przewodnikiem po powstającym tekście nie są powiązania przyczynowo-skutkowe, lecz skojarzenia, które z kolei niejednokrotnie karmią się wyobrażonymi doznaniami zmysłów. Człowiek jest zapisem energetycznym swojej historii, przy czym płynąca z umysłu świadomość wcale nie jest jedynym nośnikiem pamięci. Wspomnienia mogą pojawiać się w najbardziej nieoczekiwanych momentach, wywołane zapachem, dźwiękiem, a nawet pozycją ciała. Najwidoczniej w mojej puli skojarzeń zmysłowych skoszona łąka otwiera perspektywę na niebo, ale moje oko fotografki od razu przełącza się na tryb makro wydobywając z letniego pejzażu źdźbła trawy dźwigające nabrzmiałe kule porannej rosy. To dla mnie nowość. Nie zastanawiałam się dotąd nad swoimi schematami skojarzeń. Pisanie asocjacyjne jest zatem także narzędziem samopoznania.

 

James Joyce pisarzem kobiecym?

Płynne oddanie się strumieniowi skojarzeń wymaga rozluźnienia ciała, wyjścia z głowy, odpuszczenia kontroli. To wejście w stan flow. W odróżnieniu od ukierunkowania na cel i działania w określonych ramach, na podstawie choćby wstępnego szkicu, pisanie asocjacyjne oznacza miękkie poddanie się prowadzeniu. Już samo słowo strumień przywodzi na myśl wodę, a więc żywioł kojarzony z pierwiastkiem yin zwanym kobiecym. Stąd moje pytanie: a może jednak istnieje coś takiego, jak kobieca literatura kobiece pisanie? Bynajmniej nie mam tu na myśli tak zwanej chic lit – lekkich książek o kobietach i dla kobiet. Nie, w ujęciu asocjacyjnym pisaniem kobiecym  byłby na przykład pisany w strumieniu świadomości Ulisses, co James’a Joyce’a czyniłoby pisarzem literatury kobiecej.

Idąc dalej tym tropem nieukierunkowanego nurzania się w tu i teraz myślę sobie, że pisanie jest tutaj przedsionkiem do czegoś o wiele większego. Archetypowo najpotężniejszym aktem (p)oddania się i zapomnienia jest miłosne połączenie z drugim człowiekiem. A gdyby tak rozprzestrzenić ten pojedynczy akt, rozlać ten stan także na bardziej prozaiczne obszary dnia codziennego i uprawiać miłość z życiem? Lubię, gdy tak wyglądają moje dni. Potrafię wtedy całą sobą, a nie tylko myślą, podążać za doznaniami z tu i teraz, które są niemożliwe do przewidzenia, a co dopiero do zaplanowania. Dla osoby obdarzonej talentem stratega według skali Gallupa nie jest to jednak łatwe. Dotychczas to właśnie strateg, koordynator i maksymalista byli moimi wewnętrznymi drogowskazami – żeby nie powiedzieć: dyktatorami. To przeprowadzka na wieś sprawiła, że w mojej codzienności zaczęły pojawiać się momenty bez planu. Iskrą zapalną zazwyczaj jest światło – to ono najbardziej przemawia do fotografki we mnie. Kiedy to ona przejmuje ster od stratega, wyznacznikiem dnia staje się słońce. Podążam za nim – od swojej pracowni na wschodniej stroni domu, do kuchni na parterze, stamtąd do okrągłego stołu w salonie, na kanapę, a później do biura z oknami na południe i zachód. Dzień kończę w sypialni, która mniej więcej od marca wieczorami była skąpana w pomarańczowym świetle ognistej kuli zachodzącej za moim ulubionym gospodarstwem z potężnym orzechem włoskim po środku podwórka. W trakcie takiego dnia na pewno coś przeczytam, napiszę, sfotografuję. Z pewnością ugotuję pożywny posiłek i zagospodaruję jakąś przestrzeń w domu – sprzątając ją bądź dekorując. Taki dzień jest twórczy od początku do końca.

 

Archetyp Creatrix

Irlandzka autorka Lucy H. Pearce twierdzi, że twórcze życie jest odwołaniem do archetypu Creatrix – tej, która tworzy. Pearce jest twórczynią i właścicielką wydawnictwa Womancraft Publishing. W języku polskim, nakładem wydawnictwa Berckana, ukazała się też jej Płonąca kobieta. Obydwie pozycje są afirmacją i celebracją życia w zgodzie z energią twórczą i pierwiastkiem yin. To książki bardzo w duchu idei Peace & Pussy, które nie są jednak wolne od spojrzenia krytycznego. Autorka dużo miejsca poświęca swoim własnym zmaganiom jako osoby twórczej i ubolewaniu nad tym, że w społeczeństwach patriarchalnych gratyfikacja społeczna i monetarna przyznawane są głównie w obszarach związanych z rozumem, rywalizacją, tak zwanymi osiągnięciami czy ukierunkowaniem na cel. Ja dodam od siebie, że w sztuce współczesnej od kilkudziesięciu lat prym wiedzie sztuka konceptualna, a więc taka, która jest wytworem rozważań umysłu.

Olga

Olga Żmijewska – kulturoznawczyni, fundatorka i prezeska Fundacji Sztuka Wolności i pomysłodawczyni jej marki Peace & Pussy. Pod marką Crystal Palace Productions prowadzi galerię online, gdzie sprzedaje limitowane edycje swoich zdjęć krajobrazu kulturowego Warmii i Mazur. O łączeniu tych dziedzin życia pisze na blogu Zdrowywiesniak.pl.

 

Projekt Peace & Pussy jest przestrzenią (mentalną, duchową, emocjonalną i wirtualną), w której zapraszam do eksplorowania archetypu Creatrix i poddaniu się prowadzeniu przez nasze unikalne głosy twórcze, aby docelowo to właśnie one wskazywały nam kolejne kroki codzienności. Jak jawi ci się życie na ścieżce, którą sama tworzysz z każdym kolejnym krokiem? A może o tym napiszesz?

Portal peaceandpussy.pl jest jednym z projektów Fundacji Sztuka Wolności, która działa dzięki darowiznom i sprzedaży produktów z logo Peace & Pussy. Jeśli podobają Ci się nasze treści to zapraszamy Cię do wspierania fundacji. Możesz to zrobić na kilka sposobów:
– wykonując przelew albo ustawiając przelew cykliczny na rzecz Fundacji Sztuka Wolności (nr rachunku bankowego: 66 1090 2718 0000 0001 4341 4103);
– wspierając konto fundacji „Sztuka Wolności” na Patronite;
– dokonując zakupów w naszym sklepie z przepięknymi, wyjątkowymi przedmiotami marki Peace & Pussy, które powstają m.in. w Ostródzie z rąk kobiet.
Dziękujemy!

Na zdjęciach z raju przedstawiamy pokrowiec na notebooka i dokumenty Peace & Pussy oraz kubek Biały Miś.

 

Nowości w sklepie

Lniane woreczki na podpaski, wkładki, tampony i prezerwatywy

39,00 zł